Ten blog zaczęłam pisać dokładnie 02.11.2011r.. Było to 4 lata temu. Wtedy byłam wielką fanką Sagi Zmierzch, zresztą jak wiele dziewczyn w moim wieku. Teraz moje zainteresowania (na szczęście) całkowicie zmieniły swój tor. Kolejne posty nie powstają z rąk nastolatki z może trochę zbyt bujną wyobraźnią, tylko z pod palców nieco zmęczonej codziennością dziewczyny, która nie traktuje pisania tej opowieści jako hobby czy konieczność, a jedynie jako oderwanie od rzeczywistości i krótki powrót do przeszłości :)

wtorek, 15 maja 2012

56. Strach

  Gdy tylko zajechaliśmy pod dom Cullenów, podałam Aveline Jacobowi i z Dastanem na rękach wyskoczyłam z samochodu i pobiegłam prosto do domu. Alice siedziała na fotelu z nieobecnym wyrazem twarzy, a wszyscy inni stali wokół niej i przyglądali jej się z przerażeniem.
-Alice-pisnęłam na wejściu i szybko do niej podbiegłam. Podałam dziecko Rosalie i kucnęłam przed ciocią. Wpatrywała się w przestrzeń gdzieś ponad moją głową. Gdy w końcu na mnie spojrzała w jej oczach dostrzegłam strach.
-Co zobaczyłaś?-zapytałam błagalnie
Tylko pokręciła głową i ukryła twarz w dłoniach.
-Alice...-to był Jacob. Zjawił się bezszelestnie u mojego boku.
Wampirzyca uniosła głowę i spojrzała mi w oczy.
-Oni podjęli decyzję-powiedziała bezbarwnym głosem
-Kto? Kto podjął decyzję?
Milczała. Ciszę przeciął niczym grom spazmatyczny wdech Edwarda.
-Volturi-wychrypiał
-Aro już zdecydował-odezwała się jego siostra tym samym beznamiętnym głosem co wcześniej
Zamarła, jej oczy stanęły w słup. Jasper doskoczył jej w jednym zwinnym susie. Musnął jej ramię palcem i po chwili zacisnął już obie dłonie na jej barkach. Alice uspokoiła się od razu. Wzięła ostatni głęboki wdech i wstała z fotela.
-Mamy mało czasu. Przybędą o zachodzie słońca-powiedziała dziarsko
-Ile czasu zostało?-zapytał Emmett
-Nie więcej niż pół godziny-stwierdził Carlisle wyglądając przez okno na zewnątrz.
-Alice, co zobaczyłaś?-zapytała Esme
-Chcą tu przyjechać. Ostatnio ich uszu doszła informacja o ślubie Nessie i Jacoba, a potem ,że dziecko ojca Nahuela mieszka gdzieś w tych okolicach i postanowili sprawdzić sytuację. Aro zastanawiał się od tym od dawna, ale myślałam ,że to tylko przebłyski. Przed chwilą zobaczyłam, jak biegną przez Seattle. Będą tu w przeciągu 11 minut i 26 sekund.
Wszyscy zamilkli wpatrując się w Carlisle. Ten przez dłuższą chwilę stał prosto oceniając sytuację. W końcu odetchnął lekko i wzruszył ramionami.
-No cóż. Nie pozostaje nam nic innego jak czekać. Alice, ile jeszcze?
Wzrok wampirzycy na chwilę znowu stał się nieosiągalny . Odpłynęła.
-Wbiegają na obrzeża Forks. Zostały nam jakieś 4 minuty.
Zamknęłam oczy i odruchowo przytuliłam Dastana mocniej do piersi. Boże, Volturi. Jake bez słowa pogłaskał Aveline po główce. Dzieci wyglądały już tak dorośle. Dastan miał posturę rocznego dziecka. Eline wyglądała na dwukrotnie młodszą.
-Mamo, co się stało?-usłyszałam cichutki, głęboki głosik gdzieś poniżej swojej głowy. Szybko otworzyłam oczy i tak samo jak pozostali wpatrzyłam się w dziecko w moich objęciach. Chłopiec patrzał na mnie swoimi smutnymi, rozumnymi oczyma-Co się dzieje?-powtórzył
-Dastan...-szepnęłam
-Niesamowite, niesamowite-wymamrotał Carlisle
I wtedy to usłyszałam co najmniej siedem par stóp cicho stąpających po leśnej trawie wokół domu. Pozostali wyraźnie też to usłyszeli bo przybrali grobowe miny. Wyszliśmy na zewnątrz i wpatrzyliśmy się w ciemną zasłonę lasu.

2 komentarze:

  1. Fajne tło a rozdziały jeszcze lepsze ; * Czkam na NEXT !

    OdpowiedzUsuń